Automatyzacja i robotyzacja, czyli wbrew pozorom nic samo się nie robi

Robotyzacja i automatyzacja to terminy, które często padają w dyskusjach na temat przyszłości pracy. Z jednej strony pojawiają się głosy straszące przed robotami zabierającymi ludziom pracę, z drugiej – optymistyczne prognozy mówiące o milionach miejsc pracy, które powstaną w związku z wdrażaniem nowych technologii. W tych dyskusjach na drugi plan schodzi problem sterowania kierunkami zachodzących zmian, które nie są przecież czymś pozostającym poza ludzką kontrolą.

Wiele najnowszych technologii tworzy wyzwania dla obecnego kształtu rynku pracy. Wdrażanie robotów, które są w stanie wykonywać coraz bardziej precyzyjnie czynności wymagające dotychczas udziału człowieka, ma wpływ na liczebność i charakter dostępnych zawodów w przemyśle. Coraz bardziej zaawansowane roboty wykorzystujące algorytmy oparte na analizie danych przemysłowych oraz wykorzystywanie technologii takich jak druk 3D przekształcają sposób funkcjonowania zakładów produkcyjnych.

Zmienia się również sposób świadczenia usług: autonomiczne samochody mają potencjał zrewolucjonizowania transportu i logistyki, a chatboty prowadzą komunikację z klientami i pomagają diagnozować lub nawet rozwiązywać dane problemy. Coraz bardziej wysublimowane algorytmy są wdrażane tam, gdzie dotychczas dostępne były miejsca pracy dla tak zwanych białych kołnierzyków, czyli pracowników umysłowych (np. praca analityków i prawników w sektorze finansowym, pisanie prostych komunikatów w mediach). Zmiany dotyczą pracowników wykonujących bardzo różne zadania, w różnych sektorach i na różnych szczeblach.

Rutyna i powtarzalność: nie dla ludzi

Wspólną cechą zawodów zagrożonych robotyzacją i automatyzacją jest ich powtarzalność. To właśnie rutynowe i przewidywalne czynności mogą być efektywniej wykonywane przez maszyny i algorytmy. Założenie, że miejsca pracy w zawodach, w których dominują czynności o charakterze rutynowym, zostaną zastąpione przez roboty i algorytmy, stało u podstaw badania przeprowadzonego przez Michaela Osborne’a i Carla Freya. Ich analiza dotyczyła automatyzacji na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Naukowcy doszli do konkluzji, że niemal połowie zawodów zagraża zniknięcie. Posługując się ich metodologią, inni badacze przeprowadzili podobne wyliczenia dla gospodarek wielu państw. Wynikało z nich między innymi, że podobną skalę zagrożonych znikaniem zawodów co w Stanach Zjednoczonych można zaobserwować w Polsce.

Czynnikiem, którego Osborne i Frey nie wzięli jednak pod uwagę w wystarczającym stopniu, jest zmieniający się charakter wykonywanych zadań w ramach danego zawodu.  I tak na przykład fakt, że algorytmy będą wspomagać pracę urzędników, bankierów czy finansistów, nie musi oznaczać, że zawody te całkowicie znikną. Zmieni się natomiast charakter wykonywanych w ich ramach zadań.

Spory metodologiczne i różne założenia przeprowadzanych badań prowadzą do ogromnych rozbieżności między wynikami wyliczeń próbujących wskazać skalę możliwych zmian na rynku pracy przyszłości. W zależności od tempa automatyzacji na świecie może zniknąć od 10 do 800 mln miejsc pracy. Tempo zmian w danych państwach będzie różne i zależne od struktury ich gospodarek czy też od rozwiązań politycznych i instytucjonalnych mających na celu kierowanie zachodzącymi procesami. Dlatego prognozy dotyczące ilościowego wymiaru rewolucji na rynku pracy nie pozwalają jednoznacznie stwierdzić, jaka będzie skala zachodzących zmian.    

Źródło: J. Manyika i in., Jobs lost, jobs gained: What the future of work will mean for jobs, skills, and wages, „McKinsey Global Institute” 2017, s. 9, https://www.mckinsey.com/featured-insights/future-of-work/jobs-lost-jobsgained- what-the-future-of-work-will-mean-for-jobs-skills-and-wages.

Kompetencje przyszłości

Tym, co rodzi znacznie mniej kontrowersji, jest charakter mającej miejsce rewolucji cyfrowej na rynku pracy. Zarówno proces znikania danych zawodów, jak i zmiany charakteru zadań wykonywanych w ramach innych zawodów dotkną różnych obszarów i sektorów w różnym zakresie. Bezpieczną przyszłość mają szczególnie te zawody, w których dużą rolę odgrywają kompetencje kognitywne, społeczne i cyfrowe. Bez wątpienia najbardziej pożądani będą pracownicy o wysokim poziomie kompetencji technicznych. Potrzebni będą programiści i programistki, inżynierowie i inżynierki oraz wykwalifikowani specjaliści i specjalistki mający umiejętności tworzenia i wykorzystywania najnowszych technologii. Podobnie, nie są zagrożone zawody o charakterze opiekuńczym, w których ogromną rolę odgrywa kontakt międzyludzki. Przykładem są zawody związane z edukacją: chociaż zmieni się charakter zadań wykonywanych przez nauczycieli i nauczycielki, nie tak prędko zostaną oni całkowicie zastąpieni przez roboty czy zautomatyzowane rozwiązania.

Na drugim biegunie znajdują się natomiast te zawody, w których dominują czynności powtarzalne. To algorytmy już niedługo będą wypełniać proste formularze czy prowadzić komunikację na coraz bardziej zaawansowanym poziomie. Wraz z rozwojem nowych technologii roboty będą stawały się coraz bardziej zdolne do wykonywania czynności wymagających precyzji i orientacji w nieschematycznie zaprojektowanych przestrzeniach, czyli poza halami produkcyjnymi czy magazynami.   

Ludzka praca będzie w coraz większym stopniu opierać się na współpracy z maszynami i algorytmami, na przykład poprzez nadzorowanie robotów czy sprawdzanie decyzji wydawanych w sposób zautomatyzowany. Nadal będą istniały miejsca pracy, w których główne zadania polegają na wykonywaniu prostych, fizycznych czynności, takich jak czyszczenie maszyn czy dbanie o ich sprawne działanie. Nawet one jednak wymagać będą wiedzy na temat tego, jak danego robota czy daną maszynę obsługiwać. Dlatego też poziom kompetencji cyfrowych wymagany od pracowników będzie rósł.  

Podział zadań między ludzi i maszyny. Źródło: P.R. Daugherty, H.J. Wilson, Human + Machine: Reimagining Work in the Age of AI, Harvard Business Review Press, Boston MA 2018.

Dyskryminujący kompetencyjnie rynek pracy przyszłości

Wspólną cechą charakterystyczną przewidywanych zmian na rynku pracy jest dyskryminacja kompetencyjna. Osoby mające kompetencje pożądane na rynku przyszłości będą mogły być spokojne o swoje miejsce pracy. Wiedza i doświadczenie w obszarach takich jak znajomość najnowszych technologii, kompetencje społeczne i wysoki poziom kompetencji kognitywnych (tzn. umiejętności podejmowania właściwych decyzji w skomplikowanej i podlegającej zmianom sytuacji – przyp. red.) będą stanowić gwarancję możliwości zatrudnienia. Osoby pozbawione takich umiejętności zostaną wykluczone z rynku pracy opanowanego przez automatyzację i robotyzację.  

To w sektorach związanych z rozwojem nowych technologii i wśród zawodów związanych z wykorzystywaniem najnowszych wynalazków należy się spodziewać pojawiania się nowych zawodów i wielu miejsc pracy. Analogicznie do tego, jak ćwierć wieku temu nie do pomyślenia było wykonywanie zawodu menedżera mediów społecznościowych czy czyściciela internetu, tak w nadchodzących dekadach będą się pojawiać nowe zawody wymagające znajomości obsługi najnowszych technologii. Można przewidywać, że im bardziej wyjątkowe i rzadkie na rynku pracy będą kwalifikacje danego pracownika, tym bezpieczniejsza będzie jego pozycja. Osoby pozbawione pożądanej wiedzy i umiejętności będą się borykać nie tylko z trudnościami w samym poszukiwaniu zatrudnienia, lecz także – prawdopodobnie – z coraz bardziej prekarnymi jego warunkami.   

Klasyfikacja przykładowych zawodów przyszłości, nowych zawodów i zbędnych zawodów. Źródło: World Economic Forum (2018), “The Future of Jobs Report” 2018, s. 9. Zawody oznaczone * występują w więcej niż jednej kolumnie tabeli, co jest spowodowane różnicami między poszczególnymi sektorami. Tabela z raportu DELab UW: K. Śledziewska, R. Włoch (2019), „Kompetencje Przyszłości – jak je kształtować w elastycznym ekosystemie edukacyjnym?”, s. 13.  

Pracownik na żądanie

Chociaż popularność pracy za pośrednictwem platform internetowych jest współcześnie mniejsza niż można by się spodziewać  po renomie części z tego typu przedsiębiorstw, zjawisko korzystania z pracowników na żądanie jest świadectwem erozji rynku pracy w jego dotychczasowym kształcie. Sztandarowym przykładem są walki Ubera w sądach na całym świecie, w których ten pupil Doliny Krzemowej sprzeciwia się uznawaniu kierowców korzystających z aplikacji za jego pracowników. Argument taki jak dowolność doboru godzin pracy przywoływana jest przez Ubera jako świadectwo, że kierowcy są niezależnymi współpracownikami aplikacji i dlatego nie powinna ona ponosić odpowiedzialności na przykład za ich ubezpieczenie.

Trend ten nie dotyczy jedynie rynku taksówkarskiego. Platformy pośredniczą w przekazywaniu zleceń z kategorii tak zwanych zadań dla tłumu. Tysiące osób w Indiach pracuje na platformach takich jak Amazon Mechanical Turk nad otagowywaniem milionów zdjęć używanych do rozwoju algorytmów. Również osoby pracujące w wolnych zawodach korzystają z platform w celu poszerzenia gamy dostępnych zleceń, na przykład tłumaczeniowych, tworzenia stron internetowych czy obsługi księgowości. Chociaż specyfika sytuacji pracowników korzystających z pośrednictwa platform w celu szukania dla siebie zleceń jest różna, wspólne są wyzwania, które pojawienie się tej grupy tworzy dla istniejących kategorii prawnych i ram regulacyjnych.

Rola państwa w kierowaniu cyfrową rewolucją na rynku pracy

Powolne reagowanie państw na zachodzące na rynku pracy zmiany stanowi przyzwolenie dla niekontrolowanego rozwoju procesów inicjowanych przez przedsiębiorstwa technologiczne. Brak inicjatywy ustawodawcy skutkuje przenoszeniem odpowiedzialności na samych kierowców, podczas gdy niejasny status prawny Ubera czy Airbnb pozwala tym korporacjom nie ponosić odpowiedzialności za skutki ich ekspansji w kolejnych państwach i za zmiany, które wywołuje ich obecność w regulowanych sektorach gospodarki.

Taka strategia jest krótkowzroczna. Nie są tajemnicą prace Ubera nad rozwojem autonomicznych pojazdów. Tymczasowe tworzenie przez cyfrowe platformy niepewnych, bo niepewnych, ale jednak miejsc pracy, w nadchodzących latach może przerodzić się w zastąpienie tysięcy pracowników zautomatyzowanymi pojazdami. Dlatego też państwo powinno stać się aktywnym aktorem współtworzącym warunki cyfrowej transformacji. Pomysły takie jak podatek cyfrowy czy opodatkowanie robotów to przykłady koncepcji, w których zwraca się uwagę na konieczność uwzględniania społecznych kosztów automatyzacji i robotyzacji w tworzeniu ram regulacyjnych dla gospodarki cyfrowej.

Jednocześnie, myśląc przyszłościowo, państwa chcące chronić swoich obywateli przed bezrobociem technologicznym powinny dążyć do zmiany systemów edukacji. Powinny one przygotowywać na nadchodzące zmiany i inwestować w kształcenie osób wyposażonych w kompetencje przyszłości. Poszukiwanie ścieżki oddalającej nas od pesymistycznych scenariuszy bezrobocia technologicznego wymaga podjęcia aktywnych inicjatyw w ramach polityki społecznej i rozwoju. Wbrew pozorom automatyzacja i robotyzacja nie są procesami wydarzającymi się poza zasięgiem kompetencji państw. Jedynie współpraca władz z sektorem prywatnym, mająca na uwadze dobrobyt społeczny, może przynieść skutek w postaci innowacyjnej, zrobotyzowanej gospodarki – jednak takiej z ludzką twarzą.

mgr Joanna Mazur

dr hab. prof. UW Katarzyna Śledziewska

dr hab. prof. UW Renata Włoch

* Temat rewolucji cyfrowej na rynku pracy dr hab. prof. UW Katarzyna Śledziewska i dr hab. prof. UW Renata Włoch podejmują w książce Gospodarka cyfrowa. Jak nowe technologie zmieniają świat, 2020 WUW, dostęp: https://www.delab.uw.edu.pl/pl/gospodarka-cyfrowa/, z której pochodzą również grafiki zamieszczone w tekście.